Dzielnica Masaki lezy na polwyspie. Ocean, uwieziony miedzy dwoma skrawkami ladu jest tu spokojniejszy. Z brzegu widac nie horyzont, a lad – inna czesc miasta i polozone dalej miejscowosci. Jest cos, co tzakloca ten krajobraz. Kazdy, kto pierwszy raz patrzy na sasiedni brzeg nie moze nie zapytac: “A co to jest”. Intrygujacy, wrecz niepokojacy ksztalt, ktory kaze do siebie wraca i wpatrywac sie. Wpatruje sie wiec w zakrzywiona wieze otoczona kilkoma budynkami, choc juz wiem, ze to nie zlowrogie zamczysko ani nie tajemnicze laboratorium. To fabryka cementu. Jednak i w fabryce cementu moga dziac sie tajemnicze historie. Cementownia byla pierwowzorem fabryki czekolady w powiesci Roalda Dahla. Pisarz mieszkal w Dar es Salaam dwa lata, pracowal tu dla Shella.
Fabryka, prawie jak Gora Sw. Wiktorii w Prowansji ma wiele obicz. Widziana z daleka jest tajemnicza, z bliska, w pelnym sloncu troche traci swa moc by odzyskac ja po zmroku, gdy fabryczny szkielet oswietlaja zarowki - jedyne zrodlo swiatla w opustoszlaej okolicy.
Z fabryka sasiaduje dziwaczne miejsce, teren, z ktorego eksploatuje sie ziemie na potrzeby produkcji cementu. Nie byloby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby wyrobisko nie bylo zabudowane domami. Ziemie wybrano, domy zostawiono i teraz stercza na kilkumetrowych mini urwiskach. Z kazdego okna widac przepasc. Nie wiem, czy mieszkancy za kazdym razem musza sie do domu wspinac, czy spuszczac drabine. Domyslam sie, ze ktos tam wciaz mieszka, skoro domow nie zburzono.
![]() |
| Koniecznie w paski |
Jako jedyna dziewczyna bardzo chcialam byc za cos odpowiedzialna, wiec poprosilam Kapitana by dal mi zadanie. Mialam opuszczac i podnosic kotwice. W Tanzanii radykalne przyplywy i odplywy sa codziennie, krajobraz zmienia sie z godziny na godzine. Zostawiajac gdzies lodke trzeba o tym pamietac, bo mozna ja zastac na mieliznie albo daleko na wodzie. Kotwica byla ciezka i nabilam sobie wiele siniakow, ale zadanie wypelnilam. Zatrzymalismy sie w barze na polnocnej plazy. Bar prowadzi rastafarianin z Malawii. Rasta z wygladu, bo nie wiem czy z filozofii.
![]() |
| Licytator |
Kapitan opowiadal wlasnie o swoich przygodach na Jamajce, gdzie mieszkal jako chlopiec, gdy na plaze przyszla Kobieta, ktora wspolprowadzi plazowy bar. Bardzo szczupla, okolo szczesdziesiatki, ubrana w jeansy, bawelniana bluzke o kroju modnym teraz w Europie i perlowy naszyjnik. Wyczucie mody rzadkie jak na miejsce odciete od sklepow i kolorowych czasopism. Pod czapka ukryla jasne wlosy. Uslyszala, ze mowa o Jamajce. Tez tam byla wiele lat temu. Odslonila tatuaz na przegubie dloni. “Bylam tam z tymi ludzmi” - powiedziala wskazujac na niezbyt udany rysunek otwartych ust z wystawionym jezykiem. “Rolling Stones???” - zareagowalam blyskawicznie. “To byly szlone czasy”...
Te dobre czasy zostawily gleboki slad w postaci zmarczek na jej twarzy. Troche zbyt glebokich jak na jej wiek. Kontrastowaly z lekkoscia jej figury i mlodzienczoscia. Mieszkala w wielu krajach – Indie, Tajlandia, USA, Francja, teraz prowadzi bar na odludziu na dziewiczej plazy w Tanzanii. Ma w sobie spokoj osoby, ktora wiele widziala i przezyla, choc czasem sie zastanawiam czy ten spokoj to pogodzenie czy wypalenie.
![]() |
| Sciemnia sie |
Lodka nie miala swiatel, niewiele bylo widac. Nagle silnik utknal w piasku. Stnelismy na mieliznie. Te tereny sa zdradliwe. Superkucharz, Pomocnik i Wspolokator musieli wejsc do wody by popchnac lodz. Kapitan nie tracil rezonu. Jakby nigdy nic wydawal polecenia. Ja siedzialam ubrana w kamizelke ratunkowa i nic nie mowilam. Balam sie. Bylo juz zupelnie ciemno. Jednym z niebezpieczenstw jest to, ze w ciemnosciach mozna uderzyc w lodke rybacka, malenka drewniana lupinke, ktora miejscowi wyplywaja w gleboki ocean. Rybak zapala mala swiatelko dopiero, gdy dotrze na miejsce polowu. Zarowka wabi krewetki i inne morskie stworzenia. Wytezalismy wiec wzrok, by w pore zauwazyc majaczae w ciemnosci ksztalty.
Bylam zla na Kapitana i na cala ta wyprawe. Silnik znow utknal na mieliznie, zaloga musiala powtorzyc cala procedure z pchaniem lodzi. Wreszcie doplynelismy do Yacht Clubu. Dopiero w barze Kapitan przyznal, ze byl troche zaniepokojony podroza w ciemnosci.





Ja proszę o zdjęcie i czekam na następny wpis. Z Warszawy mówiła MO. ;-)
OdpowiedzUsuńDzięki! ;)
OdpowiedzUsuńA tak przy okazji: piękne tam światło - zupełnie inne niż w naszej okolicy. ;)
OdpowiedzUsuńTak, szczegolnie na polnocnej plazy dzieja sie niezwykle rzeczy ze swiatlem, spektakl po prostu!
OdpowiedzUsuń